Broszura “Życie w trzeźwości”

Broszura “Życie w trzeźwości”. Nie ma zatwierdzonych dobrych i złych sposobów AA. Każdy z nas korzysta z tego, co dla niego najlepsze – bez zamykania się na różne inne metody pomocy, mogące okazać się dla nas użyteczne w innym czasie. I każdy z nas próbuje szanować prawa innych ludzi do robienia tych samych rzeczy w inny sposób.Życie w Trzeźwości”, str.2, literatura zaaprobowana przez Konferencję)

Broszura "Życie w Trzezwości"
Życie w trzezwości

Broszura „Living Sober” (Życie w Trzeźwości), wydana w 1975 roku, miała skomplikowaną historię. Około 1968 r. Rada Powierników USA i Kanady dyskutowała o potrzebie wydania broszury dla alkoholików, z pewnym już stażem trzeźwości. Powiernicy uznali konieczność wskazania w niej „pułapek” i „sygnałów ostrzegających” o możliwym nawrocie. Członkowie Zespołu ds. Literatury i inni zostali poproszeni o przesłanie swoich pomysłów, czyli powstała konkretna propozycja opracowania niedużej książki na temat „Jak zachowujemy trzeźwość”.

Jej próbny szkic ukazał się w październiku 1969 roku i został przydzielony do finalnego opracowania profesjonalnemu literatowi, zatrudnionemu w zespole narodowego biuletynu AA. Po prawie dwóch latach pracy przedstawił kompletny projekt broszury. Niestety, wszyscy zgodzili się, że nie nadaje się on do niczego! Uznano, że potrzebna jest tak drastyczna korekta, że pozycję tę lepiej będzie napisać na nowo.

Próba napisania broszury

Zadania podjął się Barry L., alkoholik, ale też doświadczony, zręczny, niezależny pisarz i konsultant GSO. Z Bobem H., dyrektorem generalnym GSO, wynegocjował zryczałtowaną opłatę za projekt. Po czterech i pół roku organizowania materiałów, pisania i pewnie zastanawiania się nad tą pracą, Barry stworzył prostą, niezwykle praktyczną, uroczo napisaną instrukcję: jak cieszyć się szczęśliwym, produktywnym życiem bez picia. Nie była duchowa i nie zawierała nic o sposobach uzyskania trzeźwości, ale było w niej dużo użytecznych rad i sugestii, jakie nowicjusz mógłby usłyszeć od super-sponsora. „Apteczka pierwszej pomocy AA” – tak nazywał te książeczkę Bayard. Została napisana w stylu innym niż wszystkie inne pozycje literatury AA. Była świeża, lekka, potoczna i nieformalna.

„Living Sober” od początku cieszyła się ogromną popularnością. Po sprzedaży prawie miliona egzemplarzy Barry L. uznał, że powinien być hojniej wynagradzany, czyli otrzymać coś w rodzaju tantiem autorskich. Wysłał list do wszystkich Powierników i członków personelu GSO, w którym uzasadnił swoje roszczenie. Zarząd AAWS i Rada Powierników rozpatrzyły jego wniosek, ale dały odpowiedź odmowną. Barry zagroził odwołaniem się do sądu. Być może zdawał sobie sprawę z nikłych szans na wygranie sprawy, bo nigdy nie podjął kroków prawnych.

Fragment pochodzi z nieopublikowanej „Historii AA”, autorstwa Boba P.

Barry L. był prawdziwym pionierem i jednym z pierwszych znanych gejów – członków AA. Był ceniony jako autor książki „Życie w Trzeźwości”, ale był też świetnym spikerem. Wspaniałą cechą Barry’ego prostota wypowiedzi, był w stanie dotrzeć do serc słuchaczy i nawiązać głęboki kontakt z publicznością. W tamtych czasach otwarte przyznanie się do orientacji homoseksualnej czy transseksualnej było czymś bardzo rzadkim. Tym bardziej, wspaniale było widzieć duchową mądrość i ducha włączenia Billa W. w tym aspekcie. Bez względu na to, kim jesteś, gdzie byłeś lub dokąd zmierzasz, drzwi AA są zawsze otwarte, jeśli tylko szukasz pomocy.

To opowieść Barrego L. potwierdzająca powyższe słowa:

W pierwszych dniach trzeźwości żyłem zasadą jeden dzień na raz. Nie piłem pierwszego drinka. Podejmowałem się różnych służb na rzecz AA. Nie mieliśmy jeszcze biura, był stary klub na Manhattanie. Już go nie ma, ale dopóki tam stał, wracałem raz w roku, żeby go zobaczyć i wspominać. Pewnego dnia robiłem swoją robotę przy biurku, odbierałem telefony, witałem ludzi, którzy przychodzili, a w progu pojawił się policjant, który przeprowadził kogoś czarnoskórego. Była to osoba trans-płciowa. Nie mieliśmy wtedy w Nowym Jorku żadnych czarnych członków, a już na pewno nie trans-płciowych.

Sporadycznie pojawiali się na mityngach czarnoskórzy, staraliśmy się zaprzyjaźniać, ale oni nas opuszczali. Policjant powiedział: „ktoś na rogu zasugerował, że może moglibyście jej pomóc”. Był/była nie tylko czarna, ale miała długie blond włosy jak Veronica Lake. Była prawdziwą artystką z pięknym makijażem. Na plecach miała cały swój dobytek. Powiedziała: „Właśnie wyszłam z więzienia, jestem narkomanką, alkoholiczką i rozpaczliwie potrzebuję pomocy”. Byłem ostatnią osobą na świecie, która by wiedziała, co robić, więc biegałem w kółko i pytałem ludzi w klubie: co robimy? Weszła jedna cudowna kobieta, siedziała tam z nią przez dłuższy czas, rozmawiając, ale nadal nie wiedzieliśmy jak mamy się zachować. Jak zacząć pomagać komuś takiemu, kiedy jest tyle problemów? Nikt nie wiedział. Powiedziałem więc: „Dzwonię do kogoś, o kim wiem, że jest najdłużej z nas trzeźwy, do Billa W.”

Powiedziałem więc: „Dzwonię do kogoś, o kim wiem, że jest najdłużej z nas trzeźwy, do Billa W. ”Bill zapytał: „Czy on/ona jest alkoholiczką?” Odpowiedziałem: „O tak, tego możemy być pewni!” Bill powiedział: „Myślę, że to jedyne pytanie, jakie możemy zadać, to od nas zależy czy jej pomożemy”.

Przeczytaj też inne teksty na tej stronie oraz www.aaagnostica.org i www.aaforagnostics.com/