Artykuły

Tyrania Aowskich Doświadczeń

Tyrania – Wyobraź sobie, że ktoś bliski umiera, a ty jesteś smutny. Kilka dni później słyszysz jego głos, wyraźny jak słońce. Rozglądasz się, ale pokój jest pusty. Odtąd opowiadasz historię: „Doświadczyłem rzeczy, które doprowadziły mnie do wniosku, że śmierć nie jest końcem”. Przez całe życie wierzyłeś w dusze, Boga i niebo, a to jest mocny dowód potwierdzający.

Tyrania – możesz też powiedzieć: „Byłem tak zdruzgotany po śmierci tej osoby, że przez jakiś czas martwiłem się, że mogę popadać w paranoję. Ale mi przeszło”. Jesteś materialistą i „wierzysz” w naukę, która mówi ci, że halucynacje słuchowe w okolicznościach, w których się znalazłeś, są dość powszechne. Umysł płata figle. Nie ma tu żadnej magii.

Aby opowiedzieć historię o tym, co „wiesz” z doświadczenia, musisz dokonać aktu interpretacji, a ten krok otwiera drzwi do wielu możliwych błędów. Interpretacje dokładnie tego samego doświadczenia mogą się radykalnie różnić, a światopogląd interpretatora zawsze, ale to zawsze, ma w tym swój udział. Nauka nazywa te historie „dowodami anegdotycznymi” i bardzo stara się ich unikać, właśnie dlatego, że są tak mało wiarygodne. Jednak w naszym codziennym życiu wszyscy je tworzymy i na nich polegamy.

Wyobraź sobie…

Jest rok 1000 p.n.e., a ty jesteś kapłańskim urzędnikiem w jakimś mieście-państwie nad rzeką otoczoną pustynią. Twoim zadaniem jest przewidywanie przyszłości poprzez „czytanie” z wątrób zwierząt ofiarnych – owiec, kóz, krów czy czegokolwiek innego. Masz kamienny model wątroby z napisami, wykonany przez twoich prakapłanów, jako swego rodzaju instrukcję, jak to robić, a do tego nauczyłeś się własnych sztuczek, opartych na długoletnim doświadczeniu.

Robiłeś to przez całe dorosłe życie; robił to twój ojciec, robił to jego ojciec i tak dalej, i tak dalej, a gdyby jakiś facet podszedł i zapytał: „Czy ta przepowiednia w ogóle działa, człowieku? Bo wydaje się trochę sztuczna i przypadkowa…”, prawdopodobnie wezwałbyś strażników świątyni i kazał go przynajmniej pobić, za taki brak szacunku.

Co za głupie pytanie! Oczywiście, że działa. Wieloletnie doświadczenie całego ludu świadczy o jej skuteczności. Czy jest stuprocentowa? Oczywiście, że nie. Nic, co dotyczy zwykłych ludzi, nigdy nie jest idealne, ale wszelkie porażki wynikają wyłącznie z błędów wdrożeniowych. I oczywiście, od czasu do czasu bogowie zmieniają zdanie. Albo trochę kłamią. Ale tak, ta przepowiednia przyszłości z owczej wątroby działa jak należy i żaden król z odrobiną rozsądku nie pomyślałby nawet o ruszeniu na wojnę bez niej.

Tyrania – moje spotkanie z AA

Moje pierwsze spotkanie AA było głębokim „duchowym” doświadczeniem, choć byłem (i nadal jestem) niewierzący. Przyznałem się przed tą pełną ludzi salą do wstydliwego faktu, że jestem alkoholikiem, co oznaczało, że muszę przestać pić, ale nie jestem w stanie tego dokonać. Powiedzieli, że jestem mile widziany, dali monetę okolicznościową i uściskali. Poczułem się zaakceptowany i zrozumiany. Ci ludzie byli w tym samym ponurym miejscu, do którego i ja trafiłem. Dzieliliśmy się doświadczeniem i wiedzieliśmy o sobie coś ważnego, czego nie dałoby się powiedzieć w żaden inny sposób. Ten akurat mityng odbywał się w niedzielny wieczór, ale wkrótce znalazłem kolejny, w piątek i wierzę, że bez tej przyjaznej, trzeźwej grupy ludzi, z którymi spotykałem się po pracy, nie dałbym rady utrzymać się z dala od barów. To było proste. Potrzebowałem miejsca, gdzie mógłbym poczuć ciepło innych ludzi, którzy rozumieliby, po co tam jestem.

I tak, dzieliliśmy się czymś ważnym, ale historie, które opowiadaliśmy, były bardzo różne. Wstąpiłem do AA w dojrzałym wieku 54 lat (planuję dożyć co najmniej 108), a większość nowoprzybyłych na spotkanie miała dwadzieścia lub trzydzieści lat. Założyłem rodzinę i byłem „szanowanym” członkiem społeczeństwa przez dekady, zanim mój niezdrowy związek z alkoholem doprowadził do tego, że musiałem szukać pomocy. Wydawało mi się wtedy i teraz też tak myślę, że moje doświadczenie bycia alkoholikiem musiało się znacznie różnić od doświadczenia jakiegoś dzieciaka, który legalnie pije dopiero od roku czy dwóch. Poza tym byłem „czystym” pijakiem, podczas gdy prawie wszyscy mieli również problemy z innymi substancjami. Udawanie, że podzielam znaczącą część ich doświadczeń, byłoby nieuczciwe.

Bycie innym

Kolejną różnicą było to, że wielu z nich mówiło o tym, jak Bóg czynił dla nich rzeczy, których sami nie mogliby zrobić, okazując radość z bycia biernymi pośrednikami woli jakiejś niewidzialnej, nadprzyrodzonej istoty. Opierali to wszystko na opowieściach innych ludzi. Słuchałem z szacunkiem i mimo wszystko cieszyłem się ich towarzystwem, ale nie traktowałem poważnie rzekomych „prawd”, które mi przekazywali. Rozumiałem urok magicznej megaosoby, której można powierzyć swoje sprawy. Musi być super miło odprężyć i pozwolić, by coś innego mną kierowało. Ale udawanie, że tak jest, wcale nie czyni rzeczywistości właśnie taką.

Bardzo szybko stało się też jasne, że wielu z uczestników mityngu było całkowicie przekonanych, że w pewnej książce przedstawiono (jedyny!) Program AA, mieli o niej bardzo wysokie mniemanie, traktując jak głupców tych, którzy się z nimi nie zgadzali. Słuchając ich, dość szybko zabrałem się za lekturę, ale okazała się rozczarowująca. Ta książka (WK) również chciała, żebym uwierzył w teorię nadprzyrodzonej interwencji, i to opierając się jedynie na doświadczeniach małej grupy ludzi z lat 30. XX wieku. Oczywiście nie byłem przekonany. Zgodnie z tą logiką wszyscy powinniśmy być mormonami, czy coś w tym stylu. Od czasu do czasu wspominałem, że skoro autor książki był trzeźwy dopiero od około trzech lat, a wszyscy inni w grupie pili jeszcze niedawno, ich dzieło ewidentnie nie mogło zawierać żadnej poważnej wiedzy o długotrwałej trzeźwości.

Tyrania – różne bzudy

Prawdę mówiąc, miałem teraz więcej kwalifikacji niż ówcześni autorzy, by napisać taką książkę. Pierwszą rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby skonsultowanie się z lekarzem w sprawie tej bzdury o alergii i tego jak nauka traktuje dowody anegdotyczne. Umieściłbym w niej trochę prawdziwych danych. Oczywiście, wszystkie boskie kwestie poszłyby w zapomnienie. Moje doświadczenie dowodziło, że są zbędne. A doświadczenie jest solidnym fundamentem. Prawda?

Moi koledzy nie byli rozbawieni. Powiedzieli, że: a) prawdopodobnie nie jestem „prawdziwym” alkoholikiem, b) Wielka Księga była pisana pod natchnieniem Boga, jej autor jedynie zapisywał dyktowane słowa. Od czasu do czasu próbowałem z nimi dyskutować, ale chyba było to objawem masochizmu. Nie miałem szans wygrać tego starcia.

Literatura AA podkreśla wiarygodność opowieści o doświadczeniach, podobnie jak i dogmatów cytowanych na spotkaniach. Ale bądźmy całkowicie szczerzy: nikt z nas tak naprawdę nie wierzy w cokolwiek tylko z tego powodu, prawda? Na każdą prawdę wywodzącą się z doświadczenia, łatwo można znaleźć jej zaprzeczenie. I wcale nie pomaga, jeśli większa liczba osób zgadza się w jakiejś sprawie. Nie pozwalajmy by to nas przekonało, jest to dobrze znany błąd logiczny.

Tyrania – własne doświadczenia

Oczywiście koncentrujemy się na własnych doświadczeniach, uprzedzeniach i wierzymy w historie, które je wzmacniają. Postępujemy zgodnie z instrukcjami, na które się zgadzamy, ignorując lub fałszując te, na które nie przystajemy.

Kolejną rzeczą, którą robimy, ponieważ jesteśmy ludźmi, jest zapominanie, że to jest nasz wybór i zaczynamy myśleć, że dany pogląd jest oczywisty. Otaczamy się ludźmi, którzy się z nami zgadzają, i zaczynamy zachowywać się, jakby to był jedyny sposób myślenia, i śmiać się (lub przynajmniej patrzeć krzywo) z każdego, kto myśli inaczej. Ci nowicjusze powinni słuchać tego, co im mówimy, czytać książkę, w którą wierzymy, i robić to, co ona mówi. My w to wierzymy, to nas definiuje. Ty też tak rób.

Oczywiście mówimy to, deklarując jednocześnie całkowitą otwartość na inne poglądy i potępiając wszelkie pragnienie konformizmu. Jesteśmy superkochający, z umysłami otwartymi jak niebo. Śmiało, nie zgadzaj się z nami, przyjacielu. Kiedy czasem zadaję niewygodne pytania, jedną z odpowiedzi, jakie słyszę, jest coś w stylu: „Stary, rozumiemy to. Nie musisz wierzyć w nic, w co nie chcesz. To jest wpisane w naszą filozofię. Nie ma problemu”.

Ale podtekst jest taki: „Wierz sobie w co chcesz, ale się już zamknij”.

Trzeba dużo odwagi, by otwarcie wyrazić sprzeciw wobec dogmatów, które głoszą. Doświadczyłem tego zbyt często, by wierzyć, że wszystko jest w porządku. Świeckie AA nie istniałoby, gdyby to, co mówią, było prawdą.

Istnieje jednak inna tradycja w AA, którą chciałbym wzmocnić. Mówi ona: ten program może Ci nie pomóc, weź z niego to co potrzebujesz i zostaw resztę, ta książka jest jedynie sugestią. Doskonale wiem, że ta tradycja zawsze istniała, ale myślę, że nie często brzmi ona wystarczająco głośno. Rzadko w AA słyszy się słowa: „jestem w AA, ale trzeźwieję bez korzystania z tego co napisano w Wielkiej Księdze”. A wiem, że często tak właśnie jest. I na tym zakończę, dodając kolejne dwadzieścia cztery godziny do mojego okresu trzeźwości.

Kurt R

O autorze…

Kurt R. trafił na swój pierwszy mityng AA 9 marca 2014 roku w Ogden, w stanie Utah, aby udowodnić córce (która odebrała go rano z więzienia), że poważnie myśli o zaprzestaniu picia. Od tamtej pory nie pije alkoholu ani nie zażywa żadnych innych substancji psychoaktywnych. Tradycyjne AA często go drażniło, kiedy w 2019 roku przeprowadził się do Las Vegas, odkrył świeckie spotkania. Od trzech lat aktywnie uczestniczy w świeckim nurcie AA, niedawno opublikował o tym książkę „The Acts of Kenny Lambert”. Można ją kupić na platformie Amazon.

Tłumaczenie za zgodą AA Agnostica